Możecie być ze mnie dumni :D
Choć wiem, że cukiernik to ze mnie nigdy nie będzie, choć nie lubię i nie potrafię piec ciast - przełamuję się.
No i upiekłam pleśniaka, a w zasadzie coś pleśniakiem inspirowanego :) Przepis przywiózł mi mój syn, z wakacyjnych wojaży, bowiem poczęstowany przez "ciocię Kasię" przepysznym ciastem, uznał , że należy zmusić matkę w domu do odtworzenia tegoż wypieku. No i zmusił :)
Napomknę jeszcze, że pieczenie to miało swój klimat, bowiem pichcenie z przepisu napisanego odręcznie, na świstku papieru, z licznymi osobistymi dygresjami :) i wtrąceniami, to zupełnie coś innego, niż zerkanie do książki kucharskiej, czy internetu :) Ktoś kiedyś powiedział, że do jedzenia należy się uśmiechać - ja podczas tworzenie pleśniaka parskałam nawet śmiechem - może dlatego jakoś się udał, mimo moich dwóch lewych rąk do pieczenia :)
Ach, i jeszcze jedno - możecie nieco zmniejszyć ilość cukru, ciasto wychodzi bowiem bardzo słodkie. Ale jak dla mnie wcale nie za słodkie.
Polecam je zwlaszcza na drugi dzień - to jeden z nielicznych wypieków, który moim zdaniem smakuje tysiąc razy lepiej po ostudzeniu.
 |
| Nie, nie, to nie zakalec tam na dole :D Tylko kawałki owoców :D |
Posted in ciasta, owoce
Ciasto z budyniem, masą krówkową i orzechami